"Naszym podstawowym obowiązkiem w stosunku do naszych młodszych braci jest niekrzywdzenie ich, jednak poprzestanie na tym to nie wszystko. Mamy ważniejszą misję - służyć im pomocą, kiedykolwiek będą jej potrzebować."
-Św. Franciszek z Asyżu


Kasia


Słowa te wypowiedział kiedyś miłośnik zwierząt  Św. Franciszek z Asyżu. Wierzył w to, że cały świat przyrody stworzony przez Najwyższego zasługuje na szacunek . Zasada mówiąca o zupełnym poddaństwie oraz służebności zwierząt w stosunku do ludzi nie znalazła miejsca w jego naukach. Franciszek pokazywał  postawę szanującą otaczający nas świat i stworzenia należące do niego. Uzmysławiał nas, że jeśli nie umiemy żyć w zgodzie ze sobą, z własnym sumieniem, wyrażać sobą prawdy, nie zaznamy spokoju i nie odnajdziemy ukrytego piękna naszego świata. My jesteśmy światem, przyrodą, moralnością i powinniśmy go rozumieć oraz szanować, tak jak na to zasłużył.  
Niedawne odkrycia wskazują na to , że jednak zwierzęta czują, myślą, przeżywają. Ba! Rozumieją słowa, które do nich kierujemy. I to są fakty potwierdzone naukowo. Ostatnio coraz więcej książek mówiących o uczuciach drzew, krzewów, kwiatów. Dowiadujemy się o tym, że życie rodzinne roślin jest faktem. Być może wydaje się to dla niektórych absurdalne, ale wystarczy odrobina wrażliwości, wiedzy  i obserwacji żeby zauważyć pewne niewygodne dla niektórych ludzi fakty.
W ostatnim czasie moja pasja fotografowania w sposób sprytny, połączyła się z poznawaniem ludzi, którzy inspirują mnie do pokazywania ich postaw życiowych, działań. Wszystko zakręca gdzieś w pobliżu pomocy zwierzętom, i takich wspaniałych ludzi poznaję z dnia na dzień nawet ich nie szukając😊 Nic nie dzieje się przez przypadek.
Moje spotkanie z Kasią było wynikiem powrotu z Bieszczad. Znaleziony pies, zgłoszenie do gminy o zaistniałym fakcie i bach! Dostaję z telefon do Kasi.  Kiedy odebrała młoda w głosie osoba nie uwierzyłam, że pracownikiem schroniska jest taka młoda dziewczyna.
Kasia bez wahania przyjęła zgłoszenie i zajęła się sprawą tak, jak nikt inny w mojej dotychczasowej historii zgłaszania podobnych przypadków.
Jak się potem okazało Kasia jest pracownikiem schroniska dla bezdomnych zwierząt w Skaryszewie, miejscu, które nie kojarzy mi się  dobrze zważywszy na historię końskich targów, o których pisałam  w innym artykule.  Bardzo miłe było moje zaskoczenie i szczerze powiedziawszy była to niesamowita historia w nawale smutnych faktów z życia schronisk.

Jak zaczęła się jej historia pracy w schronisku

Jak dwudziestoletnia dziewczyna Kasia miał pod swoją opieką kilka psów. Mieszkając na wsi widziała jakie są realia życia wiejskich psów. Gromady błąkających się bezdomnych zwierzaków, głód, choroby oraz znieczulica ludzi. Bardzo chciała im pomóc i jak się okazało znalazła pomocną i jakże pomysłową dłoń w postaci Burmistrza Skaryszewa, który zaproponował jej etat w schronisku. Schroniska jeszcze nie było tak więc prośba Kasi i chęci burmistrza zaowocowały powstaniem takiego miejsca.  Od tej pory Kasia mogła pomagać zupełnie legalnie i z finansową pomocą. Gmina zyskała najlepszego pracownika jakiego mogła sobie wymarzyć.
Obecnie pod skrzydłami Kasi znajduje się około 90 psiaków.
 Niewidomy Antoś  mieszka razem z Mikusiem, starym, siwym sędziwym panem. Obydwaj dzielą  przestrzeń na kawałku zieleni, maja wybieg, budę z tarasem, na którym stoi kolorowa parasolka😊 Wszystko dla sędziwych staruszków, którzy kwiat wieku mają za sobą. Niczym u  Pani Krysi ze Staruszkowa. Mikuś został znaleziony w rowie melioracyjnym, został tam porzucony, a Antoś z racji bezużyteczności  ślepoty przerzucony został przez płot schroniska.
Podobnie jak u Pani Krysi Seemeier nasłuchałam się wielu historii, przy których włos jeżył mi się na głowie. Ludzka pomysłowość w pozbywaniu się psów jest niesamowita.
Norman, wielki dogowaty pies trafił do schroniska z poderżniętym gardłem, widocznie ktoś nie miał za dużo siły by go zabić.
Bardzo wzruszyłam się historią Azora i Axela. Dwa psiaki znalezione zostały na zwłokach swojego pana. Jeden leżał w pobliżu głowy, a drugi leżał przy dłoni ukochanego pana. Obydwaj  próbowali go ogrzać.
Takich historii jest masa, Kasia prowadzi profil na facebooku i możecie wszystko dokładnie prześledzić. To co miałam okazję sama zobaczyć w dniu przyjazdu to interwencja w sprawie Peszka, psiaka skatowanego przez człowieka. Ośmiomiesięczny szczeniak został dotkliwie kopnięty co poskutkowało przemieszczeniem się narządów wewnętrznych do klatki piersiowej. Jego szyja w skutek uderzenia pękła i malec nie był w stanie nią poruszać. Wyjątkowo wzruszająca historia, nie mogliśmy powstrzymać łez widząc ufność psiny, która mimo wszystko szukała w nas miłości i opieki. Obejrzyjcie filmik, który zrobiła Kasia.
Nie będę opisywała wszystkich historii związanych z psiakami ponieważ musiałabym opisywać dziewięćdziesiąt przypadków psich nieszczęść. Chciałabym skupić się na samej Kasi, która zaskoczyła mnie tak bardzo, że postanowiłam o niej napisać.
Starałam sobie przypomnieć jak to było prawie dziesięć lat temu, kiedy miałam 25 lat. Kochałam zwierzaki, ale nie byłam w stanie podejmować takich decyzji jak ta młoda osoba. To co można powiedzieć o Kasi to to, że poświęca się im do końca.
Jej ukochany Morusek, który niedawno odszedł był symbolem jej schroniska-miejsca  w którym wiele psich żyć odzyskało nadzieję w miłość.
Parę miesięcy  temu sam do niej przyszedł i do końca zostali w wielkiej przyjaźni. Jej przywiązanie do niego opisywała z łzami w oczach, wiele dni spędzonych na wspólnych spacerach.
Morus czekał kiedy nadejdzie moment by razem pójść i cieszyć się wspólnymi chwilami ze swoją Kasią.  Nigdy nie udało im się  jednak dojść nad rzekę ze względu na stan zdrowie psiaka. Kiedy odchodził ona była przy nim. Spała na materacu w budynku schroniska, nie chciała zostawić przyjaciela i wiedziała, że ich wspólne chwile są już tymi ostatnimi. Na stole weterynaryjnym, zaraz przed odejściem pożegnał się z nią po raz ostatni. Tak opisywała Kasia swój czas spędzony z nim.  
Po jego odejściu przyśnił jej się po raz ostatni. I wiecie co? Kasia opowiadała, że w śnie udało im się dojść nad rzekę, razem. Stali i patrzyli na czysta taflę wody. Pochowała go dwie godziny drogi od Skaryszewa na psim cmentarzu, gdzie będzie go odwiedzała. Niezwykła mocna więź jaka ich łączyła widoczna jest w jej opowieściach, dobrze wiem o czym mówi. Tak tęskni się za przyjacielem…….
Wierzę w to, że zwierzęta mają duszę, mam na to swoje dowody😊 Kasia to wie, ona jest przewodniczką wielkiego psiego stada. W tym nietypowym schronisku psiaki są zadbane, kochane, mają możliwość spacerów. Kasia ma wspaniałych przyjaciół wokół siebie. Jej narzeczony pomaga jej przy cięższych pracach, wolontariuszki zajmują się psami i jej znajome prowadzą bazarki które wspierają ich działania finansowo.  Tym bardziej nie mogłam uwierzyć, że w schronisku ten młody wspaniały zespół robi tyle dobrego. Ja nie znam takiego drugiego miejsca.

Wiele pracy, wiele pieniędzy i wszystko to ponad to co ma w obowiązkach. Pieniądze gminne dają jedzenie dla psiaków, wiele rzeczy pokrywa z własnej kieszeni. Mowa o tych działaniach, które nie są finansowane przez gminę. Pracuje tam na tygodniu oraz w weekendy, i robi to zupełnie za darmo.
Ja jestem pełna podziwu i szacunku dla tej dziewczyny. Poznajcie Kasię! Nietypową pracownicę Schroniska w Skaryszewie.
Mam nadzieję, że postawa, którą reprezentuje Kasia jest godna naśladowania. Znamy wiele historii schroniskowych, psy przeliczane są na pieniądze. Usypianie jest na porządku dziennym. U Kasi jest jak w domu, ona szanuje każde psie życie, bo każde życie zasługuje na szansę i dar życia. 
Kochani Kasia zasługuje na to by poznało ją więcej osób.  Drobne wpłaty wielokrotnie pomogły jej w uratowaniu kolejnego piego życia. Pokazujmy takie osoby jak ona, pozwólmy zmieniać straszną schroniskową rzeczywistość.


"Pies jest jedynym stworzeniem na ziemi, które kocha cię więcej niż siebie samego"


- Josh Billings


Linki do Kasi:
https://www.facebook.com/staffordshire.bullterrier.946

https://www.facebook.com/Schronisko.W.Skaryszewie/?pnref=lhc













Peszek







































Dziś opowiem Wam o miejscu niezwykłym, o ludziach, którzy ratują dzikie zwierzęta. 

W ostatnich miesiącach w naszym kraju bardzo głośno mówi się  o przyrodzie, bezwzględności ludzi, którym obca jest jej ochrona. Zajścia w Puszczy Białowieskiej są tylko niewielką cząstką tego w jak nieprzemyślany sposób człowiek traktuje przyrodę i  jej zasoby. Te wszystkie złe rzeczy dzieją się wtedy, gdy niewłaściwe osoby zasiadają na stanowiskach i w sposób zupełnie nieumiejętny wykorzystują daną im władzę, nie patrząc na skutki. W tym momencie kiedy piszę ten tekst wycinanych jest w Białowieży kilkaset świerków, które miały do spełnienia określoną rolę.
My ludzie jesteśmy częścią pięknego świata przyrody i winniśmy ją szanować i eksploatować w umiejętny sposób. Tak jednak niestety się nie dzieje. Już w tym miesiącu żyjemy na kredyt patrząc na zasoby naszej planety. Małymi krokami zbliżamy się do ściany, która w pewnym momencie postawi nas w samym rogu i nie będzie już ucieczki.  
Wycinanie lasów deszczowych, nadmierna gospodarka drzewostanem, zanieczyszczenia atmosfery prowadzące do zmian klimatycznych, to efekt naszej ciężkiej pracy prowadzącej do wyniszczania dobra jakie dała nam natura.
Tym dobrem dla nas jest otaczająca przyroda, lasy, które filtrują nasze powietrze, zwierzęta, które wprowadzają w ruch całą machinę życia. Moim marzeniem jest widzieć świat ludzi, który współistnieje ze światem przyrody w harmonijnym tańcu😊
Budowa dróg ekspresowych, urbanizacja, rozbudowa osiedli to tylko mikro czynniki, które wpływają na to, że świat zwierząt znajduje się w coraz większym potrzasku. Te zjawiska są nieuchronne, rozwijamy się nieustająco, ale niestety zapominamy, że nie jesteśmy sami . Zwierzaki tracą  swoje siedliska i szukają ratunku w nowych miejscach zbyt blisko ludzi gdzie stają się ich ofiarami. Kłusownictwo, myślistwo, bezmyślne działanie ludzi prowadzi do tego, że coraz więcej zwierzaków potrzebuje pomocy.

Ośrodek, który ratuje dzikie zwierzaki

W Przemyślu całkiem spora garstka ludzi ratuje dzikie zwierzaki, dla których z jednej strony jesteśmy oprawcami, a z drugiej ludzie z ośrodka są jedyną formą pomocy i ratowania życia. Jakie to przewrotne.
Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych to rodzinna fundacja, a raczej organizacja pożytku publicznego, która swoją działalność zaczęła od małego gabinetu weterynaryjnego. Panowie -Radosław Fedaczyński, Jakub Kotowicz oraz Wojciech Kud założyli rodzinną klinikę, która bezinteresownie pomaga zarówno porzuconym bezpańskim psom i kotom jak i dzikim zwierzętom. Pod ich skrzydła wpadają zwierzęta bardzo poszkodowane i wymagające specjalistycznej pomocy.
Ośrodek na swoje barki wziął nie lada zadanie i dlatego nawiązywali współpracę z podobnymi ośrodkami tego typu w Wielkiej Brytanii oraz Stanach Zjednoczonych i dzięki współpracy pomoc niesiona w Przemyślu jest na bardzo wysokim światowym poziomie.
Świadczyć może o tym historia niesamowitego psa Forresta, który uwięziony we wnykach kłusownika odgryzł sobie dwie łapy. Ośrodek zapewnił mu specjalistyczną opiekę dając innowacyjne protezy.
Historia Forresta jest do przeczytania, znajdziecie ją w linku poniżej.

https://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/sukces-innowacyjnej-operacji-psa-forest-znow-stanie-na-czterech-lapach,743849.html

https://www.facebook.com/pg/Centrum-Adopcyjne-Lecznicy-Ada-1415463042024759/photos/?tab=album&album_id=1724364644467929

Sto bocianów, które nie mogą odlecieć

Ośrodek pod swoimi skrzydłami ma około sto bocianów, które doznały urazów mechanicznych i wymagają drogiego i długiego leczenia. Bociany w Polsce mają się całkiem dobrze pod względem ochrony natomiast często stają się ofiarami linii wysokiego i średniego napięcia, zderzają się z budynkami, wiatrakami. Te które klinika zdąży wyleczyć do sierpnia mają szansę na odlot, niestety wiele z nich musi zimować, ale już w przyszłym roku swobodnie migrują do ciepłych krajów. Na stałe zostają tylko te, którym zostały amputowane skrzydła i jest ich około 20. Czasami rehabilitowane bociany zakładają rodziny w specjalnie przygotowanych niskich gniazdach składają jaja, a z nich rodzą się zupełnie zdrowe bociany.
Całoroczne wyżywienie bocianiej rodziny wymaga środków, i ośrodek chętnie przyjmie wszelką formę wsparcia. Można nawet dostarczać zwierzętom pożywienie. Zwłaszcza potrzebne w zimowych okresach.

Małe sarnie dzieci

Miałam okazję karmić wiele sarnich sierotek, którymi cudownie zajmują się pracownicy oraz wolontariusze. Małe sarnie dzieci stają się ofiarą kosiarek, samochodów czy ludzi, którzy widząc małą sarnę przygarniają ją do siebie. Niestety taka sarenka nie ma już żadnej szansy na to by mama po nią wróciła, strach przed człowiekiem jest silniejszy. Klikając na link znajdziecie komplet informacji na ten temat.


Ptaki, lisy, zające, rysie..

W całym ośrodku, który tak naprawdę potrzebuje rozbudowy by pomagać większej ilości zwierzętom znajduje się bardzo wiele gatunków dzikich ptaków, lisów, zajęcy, wilków, rysi czy nawet niedźwiedzi. Tak niedźwiedzi brunatnych, których w Polsce jest około 200 sztuk , z czego 90% populacji znajduje się w bliskim sąsiedztwie ośrodka czyli w Bieszczadach. Tak jak Puszczą Białowieską, możemy szczycić się naszym niedźwiedziem brunatnym, który jest również naszą wizytówką. W swojej historii Ci cudowni ludzie z ośrodka pomogli już  kilku niedźwiedziom. W chwili obecnej starają się uzyskać pomoc finansową w budowę woliery hospitalizacyjnej, woliery adaptacyjnej dzięki, którym będą w stanie pomóc tym pięknym zwierzakom w dojściu do zdrowia i co najważniejsze w powrocie na wolność, bo właśnie o to wszystkim chodzi.
Tak jak i niedźwiedziom, ośrodek pomaga również  Rysiom.
Nasze dzikie zwierzęta są nieodłączną częścią krajobrazu. Miejsce jak opisywany ośrodek jest wyjątkowy i  pomaga wyjątkowym pacjentom. Będąc tam na miejscu widziałam zaangażowanie ekipy, która pomagała bezdomnym, wyrzuconym czy katowanym psom w odzyskaniu zdrowia oraz wiary w człowieka. Widziałam strach w ich oczach po tym jak zostały potraktowane przez człowieka. A ośrodek leczy je i co najlepsze znajduje im domy.

Pomóżmy

Wspomóżmy jedyne takie miejsce w Polsce południowo-wschodniej, gdzie rzeczywiście dobro ludzi przekłada się na ratowanie zwierząt tych dzikich i udomowionych. Spędziłam tam kilka godzin, zobaczyłam jak pracują i wiem, że robią wiele dobrego. Przekazanie 1% podatku to również piękna pomoc niesiona potrzebującym zwierzętom z ośrodka.
Zachęcam do wspierania tej szczytnej inicjatywy. Tym serdecznym ludziom należy pomagać, tak jak oni bezinteresownie pomagają swoim podopiecznym.

Na samym końcu pragne podziękować firmie SELECTA HTC, która wsparła ośrodek setką przeciw kleszczowych obroży. To bardzo miłe z Państwa strony:) Dziękujemy

Koniecznie wejdźcie na stronę oraz profil ośrodka. Tam znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje o zwierzętach, klinice weterynaryjnej Ada gdzie ratują psy  i koty. W chwili obecnej pod opieką ośrodka znajduje się wilk, zerknijcie :)

https://www.facebook.com/dzikiezwierzataprzemysl/

                               Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt Chronionych
                                                      KRS: 0000313847


















Pacjent przychodni Ada














Młode bociany udają martwe










Karmienie bocianów

Kuba, wiceprezes ośrodka z uratowanym przez siebie Forrestem. 











Zmiana opatrunku Forresta


Psiak przeznaczony do adopcji









Pracownicy dbają o dobrostan swoich pacjentów

Budowa bocianich gniazd








Lotnia dla orłów

Majestatyczny Bielik


Pracownicy ośrodka oraz przychodni Ada

Tak pracują w ośrodku:)